niedziela, 29 grudnia 2013

Wspomnienie czwarte.

W jednej chwili przez głowę przewinęły ci się to wszystko co miało miejsce przez ostatnie dwa lata. Wszystko to o czym tak bardzo nie chciałaś pamiętać. Wzięłaś głęboki oddech i spojrzałaś na niego.
 -Wszystko się zaczęło na imprezie u Olgi, mniej więcej na koniec trzeciej klasy. Poznała mnie tam z rzekomo sympatyczną koleżanką z klasy. Fakt, z początku była naprawdę fajna i wydawało mi się ,że złapałyśmy dobry kontakt, jednak różniłyśmy się w kilku sprawach i jakoś specjalnie nie utrzymywałam z nią kontaktów. Dałam jej delikatnie do zrozumienia ,że nie mam ochoty na głębszą znajomość z nią, jednak ona wydawała się nie rozumieć. Cały czas dziwnym trafem wpadałam na nią w szkole, poza nią, dosłownie wszędzie. Kiedy nie wytrzymałam i powiedziałam jej co o tym myślę dała spokój, na jakiś czas. Myślałam ,że to był koniec, ale dopiero się zaczęło.
 -Pamiętam to, mówiłaś mi o niej.-wtrąca na co ty przytakujesz głową
 -Po jakimś niecałym miesiącu zaczęłam dostawać dziwne smsy, maile. Bywały dnie ,że czasem gdy wracałam do domu wydawało mi się ,że ktoś za mną szedł. Wiem, że wtedy wszyscy mówiliście mi ,że powinnam zareagować nieco ostrzej, ale ja to zlekceważyłam. Wtedy wróciłeś ze Spały. Po roku, spotkałam ją w Bielsku. Udawała miłą, pogadałyśmy chwilę i na tym w zasadzie się skończyło. Potem znów dziwnym trafem, po pół roku zaczęłam widywać ją na twoich meczach, na uczelni, dosłownie wszędzie. Znów zaczął się ten sam koszmar tyle ,że ze zdwojoną siłą. Na początku myślałam ,że to głupie, dziecięce wygłupy, więc nic ci nie powiedziałam. Nawet durne pogróżki uznałam za żart, do czasu.. aż nie okazały się prawdą. Po tym jak jakiś facet cię uszkodził jak wracałeś z treningu przeraziłam się. Byłam pewna ,że to ona. Nie musiałam długo czekać bo spotkałam ją na mieście. Wygarnęłam jej, a ona tylko zaśmiała mi się prosto w twarz i powiedziała ,że to była rozgrzewka. Nie było wtedy minuty bym nie bałam się o życie najbliższych mi osób. Kiedy pewnego dnia, wracałam późno z uczelni i o mało co.. o mało co sama nie stałabym się jej ofiarą postanowiłam tego zaprzestać. Kiedy spytałam się jej, o co tak naprawdę jej chodzi, wiesz co odpowiedziała? Powiedziała ,że jeśli ona nie może mieć tego czego chce, to nikt tego nie będzie miał. Wtedy nie rozumiałam jeszcze o co dokładnie jej chodziło. Wtedy wydarzył się ten cholerny wypadek. Byłam przerażona.
 -Przecież to był zwykły zbieg okoliczności i bardziej to była moja wina niż tego kierowcy.-wtrąca
 -Nie, to nie był przypadek. To było ostrzeżenie. Dla mnie.-zawieszasz głos biorąc głęboki wdech- Niedługo potem dostałam wiadomość. "Ostrzeżenie numer jeden. Chcesz kolejnych?"-cytujesz aż wzdrygając się na samo wspomnienie- Wtedy już nie wytrzymałam, poszłam na policję. Kazali współpracować, wszystko szło w dobra stronę. Do czasu gdy ona nie dowiedziała się ,że poszłam nakablować. Któregoś wieczora jak wracałam z uczelni ktoś wyraźnie za mną szedł. Gdy przyśpieszałam kroku i on przyśpieszał, gdy zwalniałam, zwalniał i tak w kółko. Zaczęłam biec bo byłam pewna ,że to może źle się skończyć. Zaczął krzyczeć, że mnie zabije jeśli się nie zatrzymam, ale nie mogła tego zrobić. Biegłam ile sił w nogach. Jak usłyszałam strzał w dość bliskiej odległości w zupełnym amoku wbiegłam do klatki schodowej. Nie pamiętam nawet jak dostałam się do mieszkania ani tego jak musiałam wtedy być blada ze strachu. Pamiętam jedynie doskonale przerażenie w twoich oczach. Wiedziałam ,że nie mogę aż tak ryzykować. Nie chodziło wcale o moje życie, chodziło o ciebie. Musiałam cię chronić. Okazało się ,że braciszek tej wariatki, który wtedy na całe szczęście chybił siedział dwukrotnie i nie wrócił do więzienia przepustki, a ona sama miała na sumieniu parę drobnych przestępstw. Nie miałam wyjścia. Musiałam to zrobić. Kazali mi to zrobić. Nie miałam wyjścia. Musiałam...
 -Co musiałaś?-ciągnie kiedy ty urywasz i ciężko oddychasz
 -Musiałam wyjechać, to było jedyny sposób żeby dała mi spokój. Musiałam to zrobić i uwierz, nie chroniłam tylko własnego tyłka, bo na sobie mi nie zależało. Nie mogłam ryzykować tego ,że cię stracę. Wiem ,że i tak to się stało, ale nie mogłam wtedy ci tego wszystkiego powiedzieć. Nawet własna matka nie znała prawdy. Nie znała jej dopóki nie wróciłam po niecałym roku będąc wrakiem psychicznym człowieka i zupełnym cieniem dawniej siebie gdy złapali tych szajbusów. Resztę historii już chyba znasz...-kończy widząc jak bardzo prawda ,której tak bardzo pragnął go poraziła. Widziała jak bił się z własnymi myślami. Nie reagowała gdy podszedł do okna i oparł się o parapet. Nie reagowała gdy patrzył na nią zupełnie tęsknym i pełnym bólu wzrokiem. Nic. Zupełnie zero emocji.
 -Boże, Daria, co ja mam powiedzieć?-wyrzuca z siebie zupełnie łamiącym się głosem
 -Nie wiem.-wzruszasz ramionami- Pewnie teraz dowiedziałeś się ,że jednak nie byłam tak egoistyczną suką jakby mogło się wydawać.
 -Nigdy tak o tobie nie pomyślałem.-przeczy
 -Błagam cię, nie powiesz mi ,że myślałeś o mnie w samych superlatywach gdy cię bez słowa zostawiłam?
 -Fakt, byłem tak na ciebie wściekły ,że w zasadzie trudno to ubrać w słowa. Jednocześnie kochałem cię do szaleństwa i z całego serca nienawidziłem za to co zrobiłaś. Myślałem ,że umrę z tęsknoty za tobą, że sobie nie poradzę. Na szczęście miałem czym się zająć, siatkówka wtedy była dla mnie azylem. Jedynym miejscem w moim życiu które nie było do samego spodu przesiąknięte wspomnieniami z tobą. Choć z czasem i tam zacząłem cię wszędzie widzieć. Słabo sobie radziłem z tym wszystkim. Nadarzyła się okazja, wyjechałem do Austrii i coś sobie obiecałem. Obiecałem ,że wraz ze zmianą otoczenia, klubu, pozycji, zmienię też jedną rzecz w swoim życiu. Przestanę wreszcie rozpamiętywać to co było kiedyś. Czy mi się udało? Szczerze mówiąc nie wiem tego do dnia dzisiejszego. Moje życie jakoś się potoczyło, wszystko naprawdę układało się idealnie. Zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym. Ale nie będę ukrywał. Czasem, przed snem w głowie pojawiało się pytanie: gdzie jesteś? co robisz? czy jesteś szczęśliwa? Chciałem się dowiedzieć jak się masz, czegokolwiek. I od razu wyprzedzę twoje pytanie, trudno zapomnieć o człowieku stanowiącym cholernie wielkie fragment twojego życia.
 -Dlaczego mi to mówisz?
 -Po prostu. Chcę żebyś wiedziała ,że mimo wszystko co się stało to nie nienawidzę cię.-mówi znikomo się uśmiechając- Gdybym wiedział..
 -Ale nie mogłeś tego wiedzieć.-przerywasz mu- Myślę ,że dobrze będzie jak już pójdziesz. W odróżnieniu od innych muszę wcześnie rano wstać.
 -Może i trochę się zmieniłaś, ale pewne rzeczy pozostały niezmienne.
 -Co masz na myśli?-marszczysz brwi
 -Uciekasz od tej rozmowy.
 -Jakiej znowu rozmowy?-dziwisz się
 -Doskonale wiesz jakiej.-odpowiada ze stoickim spokojem gdy stoi w drzwiach wyjściowych z twojego lokum
  -To już zamknięty rozdział. Definitywnie.-odpowiadasz oschle uciekając wzrokiem. Gdy po dłuższej chwili spoglądasz na swojego rozmówce doskonale widzisz jego wzrok skierowany na swoją osobę. Ten sam wzrok, którym patrzył na ciebie przez te wszystkie wspólnie spędzone lata. Dokładnie ten sam wzrok wyrażający tak wiele uczuć. Wyrażający to jedno, najważniejsze.
 -Proszę, idź już.-wyrzucasz z siebie uciekając wzrokiem
 -Śpij dobrze i.. do zobaczenia jutro.-uśmiecha się po czym znika za drzwiami.
Osuwasz się wzdłuż ściany. Siedzisz z kolanami przyciągniętymi do siebie i głową oparta o ścianę. Przymykasz powieki. To wszystko wraca. Wszystkie wspomnienia w jednej chwili przewijają się przez twoją głowę. Mimowolnie uśmiechasz się choć czujesz spływającą po policzku łzę. Dlaczego? Bo dopiero dotarło do ciebie jak wiele straciłaś. Dopiero dotarło do ciebie ,że ta wariatka doprowadziła do tego ,że straciłaś to, co miałaś najcenniejszego w życiu. Osobę ,którą kochałaś bezgranicznie i była całym twoim światem. Po prostu ją straciłaś. I nie potrafisz ukryć tego ,że w dalszym ciągu czujesz do niego dokładnie to, co przed kilkoma laty. Także tego, że cholernie tęsknisz za tym wszystkim co było. Cholernie tęsknisz za nim. I ta tęsknota, zamiast z upływającym czasem maleć, tylko wzrasta potęgowana przez bliskość jego osoby. Jednak wiedziała jedno. Nie mogła powtórnie mieszać się w jego życie, które zdążył już sobie od nowa poukładać. Nie powinna nawet niszczyć tego wszystkiego, co odbudował ze zgliszcz można by rzec swego poprzedniego życia.
 -Płakałaś?-rzuca niemal natychmiast Olga kiedy pojawia się w drzwiach twojego mieszkania
 -Nie.-przeczysz
 -Uważaj bo ci uwierzę.-rzuca przyjaciółka- To powiesz mi co się stało?
 -To nic ważnego.-próbujesz ją zbyć
 -Wiesz ,że nie pójdę stąd dopóki nie wyjawisz powodu swoich łez.
 -Przeszłość.-rzucasz krótkie hasło
 -Nie rozumiem.
 -Ja też przestaję.-wzdychasz
 -Skoro przeszłość.. chodzi o niego, prawda?-pyta na co przytakujesz głową- Może gdyby znał prawdę..
 -Zna.
 -Jak to?-dziwi się
 -Właśnie dzisiaj ją poznał.
 -Przecież to dobrze, że ją poznał. Był zły?
 -Nie, bardziej zszokowany tym ,że jednak nie rzuciłam go z własnego kaprysu, tylko dlatego ,że chciałam za wszelką cenę go chronić.
 -To znaczy tylko jedno.
 -Niby co?
 -Daria, to gołym okiem widać ,że tak naprawdę on jej nie kocha i jest z nią bo chce o tobie zapomnieć. Ale chyba trudno zapomnieć o osobie na której dźwięk imienia serce wręcz wyrywa się z klatki piersiowej.
 -Nie gadaj głupot.-odpowiadasz
 -Nie gadam, mówię jak jest.-mówi przyjaciółka- Nigdy nie reagował, ani w dalszym ciągu nie reaguje tak na dźwięk imienia swojej domniemanej narzeczonej jak na dźwięk twojego imienia Daria. Nigdy nie patrzył na nią tak, w jaki sposób patrzył na ciebie i w dalszym ciągu patrzy tak samo. Czy ty tego naprawdę nie widzisz? On dalej cię kocha.
 -Nie byłabym tego tak pewna.-próbujesz przeczyć jej słowom choć podświadomie zaczynasz w nie wierzyć. Przestajesz nawet słuchać wywodów przyjaciółki. W twojej głowie zaczyna kołatać się pewna dość szalona myśl. Czy zrezygnować i usunąć się raz na zawsze w jego życia, dać mu być szczęśliwym czy jednak spróbować, odważyć się naprawić to co zniszczyłaś te kilka lat temu? Wtedy właśnie dotarło do ciebie ,że to może być jedna z ostatnich szans na to, by go odzyskać. Na to by znów potrafić się uśmiechać. Na to by znów kochać i być kochaną.
 -Czy ty mnie w ogóle słuchasz?-wyrywa cie z zamyśleń
 -Słucham.-odpowiadasz
 -Proszę cię Dar, nie zmarnuj tej szansy. Zawalcz o niego, dopóki nie jest jeszcze za późno. Wystarczy tylko impuls by to za czym tak bardzo tęsknisz, znów stało się rzeczywistością.
 -Myślisz ,że.. to może się udać?-pytasz niepewnie
 -Jestem przekonana ,że jeśli tylko spróbujesz to za parę lat możesz być szczęśliwą żoną i matką.-uśmiecha się krzepiąco.
Walczyć? Gdyby kierować się rozumem powinnaś odpuścić. Gdyby kierować się sercem powinnaś zawalczyć jak lwica o miłość swojego życia. Tu miałaś krytyczny konflikt między tym co myślałaś ,a czułaś. I za cholerę nie wiedziałaś którą z tych drug obrać. A mijany codziennie na korytarzu, uśmiechający się do ciebie promiennie Wojtek i spoglądający na ciebie roześmianymi oczami pełnymi ciepła i radości wcale ci tego nie ułatwiał. Wręcz przeciwnie. A także fakt, że ewidentnie wasze relacje uległy poprawie. Znów czułaś się jak te ładne parę lat temu.
 -Nie będziesz go mieć, rozumiesz?!-słyszysz podniesiony ton głosu za sobą gdy pewnego zimnego, styczniowego wieczora wracasz do domu i natychmiast się odwracasz
 -Słucham?
 -To co słyszałaś. Nie pozwolę ci żebyś mi go odebrała. Miałaś swoją szansę kretynko, ale teraz przykro mi, on jest mój. Co sobie myślisz? Myślisz ,że jak masz ochotę to go sobie odbijesz, a potem znowu porzucisz? Nie tak szybko. Kiedyś już ci coś powiedziałam na ten temat. Mam ochotę zwrócić za każdym razem gdy słyszę jak wypowiada twoje imię i gdy widzę jak na ciebie patrzy. Nie pozwolę ci suko żebyś zniszczyła naszą miłość.
 -Skoro się tak bardzo obawiasz to ta 'miłość' nie jest zbyt wielka.-kpisz
 -Nie, faceci to głupie, uległe stworzenia, a wiem jak byłe potrafią omotać faceta.
 -A co, jesteś specjalistką w tej dziedzinie?-uśmiechasz się szyderczo
 -Żebyś się nie zdziwiła jeszcze..-warczy ze wściekłością- Zostaw go albo porozmawiamy zupełnie inaczej.
 -Wiesz ,że groźby są karalne?
 -Gówno mnie to obchodzi. W tej bajce nie ma dla ciebie miejsca złotko także jakby ci to powiedzieć, wypieprzaj. Masz zniknąć, rozumiesz? Nic nie stanie na przeszkodzie żebym w maju założyła białą sukienkę i już ja tego dopilnuję.
 -W takim razie szczęścia. Złotko.-wyraźnie akcentujesz ostatnie słowo
 -Ja nie żartowałam. Masz miesiąc.
 -Skoro to taka wielka miłość jak mówisz, to dlaczego tak bardzo się mnie obawiasz?
 -Po prostu nie podoba mi się ta znajomość. Nie podoba mi się pewna osoba, a tak ściślej ty. I to jak się do niego ślinisz, a on jak ostatni kretyn tego nie widzi.
 -Czyli jestem dla takiej osoby jak ty przerażająco dobrą konkurencją?-pytasz rozbawiona- Przecież jesteś tak doskonała ,że żadna byle blondynka nie może się równać z idealną tobą. Czyżby taka szara i przeciętna osoba jak ja mogła zdetronizować taką wspaniałą?
 -Konkurencją? Błagam, kto by na ciebie spojrzał. Zwykła, prosta nieatrakcyjna i przerażająco wkurwiająca.
 -Dziwne ,że ktoś spojrzał na tlenioną blondynę o tonie szpachli i tapety na twarzy bez większych oznak posiadania szarych komórek i interesującą się jedynie tym co ubrać dnia następnego. Ah tak, i zapomniałabym. Gustującą w sportowcach.
 -Co powiedziałaś?!
 -Myślisz ,że nie słyszałam o twoich podbojach? Czekaj, to był koszykarz, tenisista, piłkarz, a teraz do kolekcji siatkarz? No nieźle. Tylko ciekawo kiedy go zostawisz, jak spadną mu zarobki czy forma? Czy przestanie cię sponsorować albo zadowalać w łóżku?
Na jej reakcję nie musiałaś długo czekać. W jednej chwili poczułaś uderzenie i krew spływającą z wargi. Widziałaś jak gromi cię spojrzeniem. Widziałaś ,że miała ochotę jeszcze dołożyć i co najmniej wydrapać ci oczy swoimi sztucznym paznokciami jednak w porę między wami pojawił się główny przedmiot sporu, jeśli tak można nazwać siatkarza. Dopiero po chwili kłótni ze swoją narzeczoną dostrzegł strużkę krwi ściekającą po twoich ustach i gdy jego uwaga skupiła się na twojej osobie apogeum złości blondyny sięgnęło zenitu i po prostu coś mamrocząc pod nosem niemiłosiernie wściekła odeszła.
 -O co poszło?-pyta
 -Nie ważne. Myślę ,że powinieneś za nią pójść.-rzucasz
 -To tobie leci krew z ust, myślę ,że bez powodu się nikogo nie uderza w twarz.
 -Mówię serio, idź za nią. Nie chcę być powodem sporów między wami.
 -Daria..
 -No już, biegnij za nią. Dam sobie radę, nie jestem małą dziewczynką.-odpowiadasz na co on, dość niepewnie odchodzi wciąż oglądając się w twoją stronę.
Gdy jakoś doczołgujesz się do domu krwawienie ustaje, a przez kolejne pół godziny siedzisz z lodem przytkniętym do obolałej wargi. Gdy przysypiasz na kanapie z kanapy zrywa cię dzwonek do drzwi. Zakładając ,że to pewnie dostawca pizzy mylący adres lub też upierdliwa sąsiadka pytająca co u ciebie niechętnie podążasz ku drzwiom. Jakie jest twoje zaskoczenie gdy przed twoimi oczami pojawia się osoba ,której byś nie spodziewała.
 -Chyba nie sądziłaś ,że to tak zostawię.-rzuca
 -Tak właśnie sądziłam.
 -Wiesz ,że nie odpuszczam.
 -Nigdy?
 -Nigdy.-odpowiada.
~*~
Spieprzyłam. Spieprzyłam. Spieprzyłam.
Jeśli ktokolwiek czekał, przepraszam za zwłokę, ale dopiero dzisiaj wróciłam do domu po świętach, a w piątek nie miałam jak wrzucić epizodu. Nie będę komentować tego na górze bo ani nie mam siły ani ochoty bo dopadła mnie grypa, także tego.
Do następnego.

piątek, 20 grudnia 2013

Wspomnienie trzecie.

Gdy dochodzisz kto jest właścicielem tego głosu odwracasz się by tylko utwierdzić się w swoich domysłach. Dociera do ciebie zaledwie co drugie słowo z ich przepychanki słownej. Boisz się by nie doszło do rękoczynów. Jakimś cudem twojemu wybawicielowi udaje się spławić jakże nachalnego faceta. Widzisz jego wzrok na sobie. Pytający wzrok pełen przerażenia, z pewnością twoim stanem.
 -Myślę ,że na dzisiaj skończyłaś.-rzuca dokładnie ci się przyglądając
 -Nie musiałeś tego robić.
 -Wiem.-przytakuje- Ale myślę ,że nie chciałabyś rano obudzić się z nim w jednym łóżku.
 -Może bym go jakoś spławiła.
 -Serio? Ledwo siedzisz. Z pewnością gdybym nie zareagował przeleciałby cię tu i teraz i nie potrafiłabyś zareagować.-dodaje stanowczym głosem- Odholuję cię do domu.
 -Dam radę.-odpowiadasz nie chcąc korzystać z jego dobroduszności
 -Nie wydaje mi się. No chodź.
Nie miałaś już nawet siły mu się sprzeciwiać i protestować. Prochy przestawały działać, przez co twoja głowa o mało co nie eksplodowała i jedyne o czym marzyłaś to to, by położyć się we własnym łóżku.
 -Dlaczego to zrobiłeś, szczerze?-pytasz gdy siada obok ciebie gdy ty wykładasz się na łóżko
 -Kiedyś coś nas łączyło mimo wszystko i nie mógłbym patrzeć jak ten facet cię wykorzystywał.-odpowiada wzdychając- Ćpałaś?
 -Skąd ten pomysł?
 -Wiem jak się zachowuje człowiek na fazie. Dawno bierzesz?
 -Pierwszy raz.-wycedzasz doskonale wiedząc ,że to kłamstwo
 -Ktoś kto bierze po raz pierwszy nie wygląda tak. Nie kłam.
 -Pierwszy raz od blisko roku.-odpowiadasz
 -Dlaczego to robisz?-pyta
 -Może żeby zapomnieć.-mamroczesz
 -I sądzisz ,że to ci pomoże? Nie tędy droga.
 -Może i nie, ale kogo to obchodzi. I tak moje życie to jedno wielkie bagno.-rzucasz
 -Jesteś najlepszą studentką na roku i masz świetną pracę, naprawdę bagno?
 -I co mi z tego? Nic. I tak wszystko spieprzę, prędzej czy później.
 -Od kiedy jesteś taką pesymistką?
 -Życie nauczyło mnie ,że nie warto wierzyć w cuda.-odpowiadasz
 -Masz przed sobą całe życie, naprawdę chcesz skończyć nawalona w trzy dupy na głodzie? Warto?
 -Może tak, może nie. Zostaw mnie, co?
 -Żebyś się bardziej naćpała i dowiedział się za parę dni ,że przedawkowałaś?
 -Daj spokój, jak wezmę raz na jakiś czas to nie umrę.-rzucasz
 -Błagam cię Daria, co się z tobą stało? Byłabyś ostatnią osobą którą mógłby posądzić o ćpanie i chlanie.
 -Ludzie się zmieniają mój drogi.
 -Albo wpadają w złe towarzystwo.-odpowiada na co ty podnosisz się i spoglądasz na niego
 -Do czego zmierzasz?
 -Wiem o wszystkim.
 -To znaczy?-pytasz
 -Wiem ,że po naszym rozstaniu o mało co nie skończyłaś ze sobą. Wiem ,że ledwo cię odratowali. Wiem wszystko. I cholera, dlaczego to zrobiłaś? Przecież jesteś inteligentną kobietą, po co było ci się pakować w to gówno?
 -Szkoda, może nie byłoby tyle problemów ze mną.
 -Co ty do cholery wygadujesz?!-unosi ton głosu
 -Dlaczego? Nie wiem, co mam ci powiedzieć? Bo to wszystko mnie przerosło? Bo moje życie wyrwało mi się spod kontroli? Jaki to ma teraz znaczenie? Żadne.-odpierasz wzdychając- Idź już.
 -To dlaczego, wtedy..
 -Zrozum, musiałam.-przerywasz mu- Nie chcę myśleć co by się stało, gdybym tego nie zrobiła.
 -O czym ty mówisz?-pyta zdziwiony
 -Idź już, myślę ,że twoja narzeczona się pewnie o ciebie niepokoi.-zmieniasz temat
 -Kurwa mać, Daria! Nie zmieniaj tematu. Chyba wystarczająco dużo minęło bym się w końcu dowiedział co się wtedy tak naprawdę stało.-mówi błagalnym tonem głosu
 -Masz swoje życie i nie ma w nim miejsca dla mnie, więc lepiej będzie jak nigdy nie wrócimy do tej rozmowy. Nawet na trzeźwo.
 -Chcę znać prawdę.-mówi stanowczo
 -Myślę ,że lepiej ci się żyje ze świadomością ,że jestem skończoną idiotką, a teraz do tego ćpunką.
 -Nigdy tak o tobie nie pomyślałem i nie pomyślę.-odpowiada
 -Po prostu tak będzie lepiej, dla ciebie, dla nas obojga.-dodajesz spuszczając wzrok
 -A może chciałbym znać prawdę?
 -Nie chcesz jej znać, uwierz.
 -Proszę cię.-mówi błaganym tonem głosu
 -Nie, to ja cię proszę. Idź już, po prostu idź.
 -Daria..
 -Do cholery, Wojtek wypieprzaj, dobrze?!-podnosisz głos
 -Nie zostawię tego tak.
 -Nie masz wyboru w tej sytuacji.-odpowiadasz chłodno po czym zamykasz drzwi. Osuwasz się po nich zakrywając twarz dłońmi. Siedzisz w tej pozycji przez dłuższą chwilę. Dopiero gdy się uspokajasz wstajesz i wędrujesz do sypialni. Nie wiesz nawet kiedy twoje powieki robią się okropnie ciężkie i zapadasz w sen.  Dopiero budzik zwiastujący szóstą z minutami wyrywa cię z krainy snu. Niechętnie podnosisz się z łóżka. Kierujesz się ku łazience i przemywasz twarz wodą. Spoglądasz w lustro. I co widzisz? Kobietę wyglądającą jak siedem nieszczęść. Zastanawiasz się co właściwie robisz ze swoim życiem, które wyraźnie zaczyna znów wymykać ci się spod kontroli. Upijając jedynie kilka łyków kawy wychodzisz z mieszkania przed siódmą. Witasz się z Pauliną z którą zamieniasz kilka zdań  po czym zabierasz się do pracy. Ten dzień niesamowicie ci się dłuży i gdy wybija godzina zwiastująca koniec pracy na dziś niemal na skrzydłach wylatujesz ze swojego miejsca pracy. Po drodze wstępujesz do osiedlowego supermarketu kupując cokolwiek nadającego się do zjedzenia na obiad. Po zjedzeniu posiłku i uprzątnięciu niemal całego mieszkania zabierasz się za naukę. Po południem odbębniasz trzy godziny nudnego wykładu na którym ledwo powstrzymujesz się od zaśnięcia. Bez większych chęci na cokolwiek spędzasz wieczór przed ekranem telewizora, ubrana w stary dres z miską chipsów. Kolejne dni twojego życia są zupełną monotonią. Kursujesz między klubem, a studiami. Dzień w dzień te same powtarzające się czynności. Dopiero gdy przychodzi weekend pozwalasz sobie na odrobinę szaleństw. Na dobry początek spędzasz dobrych kilka godzin z Olgą na zakupach w łódzkiej manufakturze, a potem dajesz się namówić na małe świętowanie zaręczyn przyjaciółki, a właściwie dwójki swoich przyjaciół bo obydwoje są ci równie bliscy i znasz ich od dziecka. Nie potrafisz się nie uśmiechać widząc tak szczęśliwych przyjaciół. Cieszysz się tym, że są razem szczęśliwi i spędzą ze sobą resztę życia. Jednak widok uwieszonej blondyny na szyi faceta ,którego wciąż kochasz zdecydowanie studzi twój entuzjazm. Cholernie boli cię ten widok, jednak starasz się tego nie okazywać.
 -Przepraszam, nie wiedziałam ,że przyjdą.-rzuca twoja przyjaciółka gdy siada obok ciebie
 -Daj spokój.-odpowiadasz upijając łyka drinka
 -Przecież wiem ,że boli cię patrzenie na to.
 -Co mam z tym zrobić? Mam to wszystkim oznajmić?-pytasz patrząc na nią
 -Bynajmniej jemu.
 -Ale po co? To ja skończyłam, nie mam prawa nawet tego mówić.-odpowiadasz
 -Posłuchaj mnie. Mimo ,że to moja kuzynka ja nie widzę między nimi tej chemii jaka była właśnie między wami. On jej nie kocha, przecież to widać.
 -Gdyby jej nie kochał nie oświadczyłby się jej. Z resztą wyglądają na szczęśliwych. Nie mam prawa tego niszczyć.-odpowiadasz
 -Ale masz prawo być szczęśliwa.-odpiera
 -Nie kosztem cudzego. Czasem jak się kogoś kocha to trzeba dać mu odejść i być szczęśliwym, nawet jeśli to szczęście nie wiążę się z naszym własnym.
 -Teraz tak mówisz, ale zobaczysz, jeszcze będzie dobrze.-mówi ciepło przytulając cię.
Nie chciałaś zadręczać jej swoimi problemami w tak radosnym dla niej dniu. Po wypiciu paru drinków postanowiłaś się niepostrzeżenie ulotnić nie chcąc psuć zabawy reszcie towarzystwa. Już po dwudziestej trzeciej byłaś w swoim mieszkaniu biorąc długą i gorącą kąpiel. Bez większej ochoty na cokolwiek niemal natychmiast oddałaś się w objęcia Morfeusza.
W zupełnym przypływie chwili udajesz się do Łodzi. Błąkasz się bez większego celu po galerii handlowej przemierzając kolejne sklepy.
 -Daria, prawda?-słyszysz nieznajomy ci żeński głos
 -Tak.-potwierdzasz- Znamy się?
 -Można tak powiedzieć. Dużo o tobie słyszałam.-odpowiada- Ola, narzeczona Wojtka.
 -Naprawdę? Co takiego?-marszczysz brwi
 -Same superlatywy.-uśmiecha się- Byłaś kimś ważnym dla niego, prawda?
 -To już przeszłość.-odpowiadasz
 -Mam nadzieję, bo jeśli nie, to nie będzie już tak miło.
 -Co masz na myśli?-pytasz
 -Wiem ,że byliście kiedyś razem dość długo i wiem ,że byłaś dla niego okrutnie ważna i nie jestem pewna czy tak dalej nie jest, więc dla własnego dobra, lepiej nie mieszaj się w jego życie.
 -Grozisz mi?
 -Nie, tylko ostrzegam.-odpowiada z lekceważącym uśmieszkiem- On jest teraz mój i tylko mój i nie pozwolę by ktokolwiek to zniszczył.
 -Dlaczego mi to mówisz skoro tak bardzo jesteście w sobie zakochani?-pytasz zdumiona jej postawą
 -Bo wiem ,że byłe dziewczyny potrafią długo siedzieć w głowach facetów.
 -Nie zamierzam nikomu mieszać w głowie.-odpowiadasz
 -To po co sprowadziłaś się do Bełchatowa?
 -Do twojej zasranej wiadomości, mieszkam tu od prawie roku.-uśmiechasz się ironicznie- I nie mam ochoty marnować minut swojego życia na kogoś takiego jak ty. Szkoda tylko Wojtka ,że trafił na taką podłą sukę, zbyt fajny z niego facet. Nie zasługujesz na niego.
 -A ty niby zasługujesz?-dobiega cię jej głos gdy odchodzisz
 -Nie, ale ty tym bardziej.-odpowiadasz po czym idziesz przed siebie zostawiając ją daleko w tyle. Zastanawiasz się jakim cudem taki mężczyzna jakim był Włodarczyk mógł związać się z taką osobą jaką była blondynka. Było ci go wręcz szkoda. Mimo to, nie mogłaś się mieszać w jego sprawy. Obydwoje mieliście swoje życie i nie było w nim miejsca na to drugie. Musiałaś się z tym pogodzić, choć liczyłaś się z tym ,że szybko może to nie nastać.
 -Możemy pogadać?-słyszysz jego pytanie gdy otwierasz drzwi
 -Nie mamy już po czym rozmawiać.
 -Nie? A może chcę znać prawdę?-patrzy wprost na ciebie
 -Już przerabialiśmy ten temat, nie ma do czego wracać.
 -Chciałbym znać odpowiedź na pytanie ,które nurtowało mnie te kilka lat.-mówi błagalnym tonem
 -Wojtek, naprawdę chcesz tego wszystkiego wysłuchiwać? Nie wiem czy to jest dobry pomysł.
 -Co masz na myśli?-pyta
 -Myślę ,że twoja narzeczona nie byłaby zadowolona z tego ,że utrzymujesz ze mną kontakty.
 -Co ona ma do tego?
 -Myślę ,że nie powinniśmy się spotykać.
 -Daria, naprawdę nie obchodzi mnie co ona myśli o tym ,że się widujemy.-odpowiada- To ,że z nią jestem od razu nie nakazuje mi zerwania kontaktów z płcią żeńską, a my mamy sobie trochę do wyjaśnienia.
 -Jesteś tego pewien?-pytasz niepewnie
 -Jak niczego innego. Po prostu wiem, ,że chcę się tego dowiedzieć.
Dość niepewnie zapraszasz go do środka mieszkania. Siadacie w sporej odległości od siebie. Przez dłuższą chwilę milczycie. Chyba żadne z was nie bardzo wie jak ma zabrać się do tej rozmowy. Czujesz jego przeszywający wzrok na sobie. Bierzesz głęboki oddech. Zmniejszasz odległość między wami.
 -Chyba nie przyszedłeś żebyśmy wspólnie pomilczeli.
 -Nie bardzo.-odpowiada- Po prostu nie wiem od czego zacząć.
 -A co chcesz wiedzieć?
 -Najlepiej wszystko. Chciałbym wiedzieć dokładnie co się działo z tobą przez ostatnie dwa lata i..
 -Dlaczego to zrobiłam?-odpowiadasz za niego
 -Coś w tym guście.
Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego ,że to nie będzie łatwa rozmowa. Wiesz ,że będziesz musiała wracać pamięcią do okresu w swoim życiu ,którego pamiętać nie chcesz, który najchętniej wymazałabyś ze swojej pamięci. Gdybyś mogła wycięłaś być ten wycinek swojego życia i wyrzuciła do kosza, byle nie pamiętać. Jednak nie mogłaś. Bywały noce podczas których wszelkie koszmary wracały. Także takie ,że budziłaś się zlana potem w zupełnym przerażeniu senną jawą. Miewałaś też bezsenne noce. Nie potrafiłaś się tego nijak wyzbyć. A teraz musiałaś stawić temu czoła i znów wrócić do tego wszystkiego. Nie chciałaś tego robić, ale wiedziałaś ,że jesteś mu to winna. Mimo wszystko powinien znać prawdę. Nawet tę najboleśniejszą.
~*~
Bez ładu i składu.
Dzieje się dzieje, już niedługo poznacie nurtującą nie tylko Wojtka, ale i z pewnością Was same pytanie: dlaczego ona to zrobiła? Nie będę się głębiej wypowiadać na temat rozdziału bo jestem padnięta po treningu. Następny rozdział dodam prawdopodobnie dopiero w przyszłą niedzielę, wtedy wrócę do domu bo nie wiem jak będzie z internetem ,więc nie chcę obiecywać niczego.
wingspiker.

piątek, 13 grudnia 2013

Wspomnienie drugie.

Z początku wydaj ci się ,że masz przywidzenia. Wydaje ci się ,że śnisz. Jednak nic bardziej mylnego gdy któryś z kolegów woła go po imieniu. W duchu modlisz się by twój nowy pracodawca zechciał opuścić halę jednak on ani myślał o tym. Stał nieprzerwanie zachwycając się drużyną i opowiadając ci jej niemal całą historię. Chciałaś tylko stamtąd jak najszybciej wyjść niezauważoną. Jednak stado mężczyzn i kipiącego testosteronu nie śmiało cię nie zauważyć. Bo przecież długonoga, o nienagannej figurze i zniewalającej urodzie blondynka w towarzystwie prezesa nie mogła nie zostać niezauważona.
 -O stary, ale Piechu sobie laseczkę wyrwał.-rzuca Kłos podczas rozciągania
 -To raczej nie jego laseczka, ma żonę.-wtrąca jeden z jego towarzyszy
 -A co to żona to ściana nie do przejścia? Zawsze można zmienić.-parska śmiechem- Co sądzisz Włodek?-pyta na co ten obojętnie wzrusza ramionami nie spoglądając nawet w kierunku prezesa- Tobie to musowo znaleźć jakąś porządną dziewczynę bo coś markotny jesteś ostatnio. Strzeliła focha?
 -Karol, daj se siana, co?
 -No już dobra, dobra, tylko mnie nie pobij.-skapitulował- Wracając do sprawy, jak nie laseczka to kto to może być?
 -A przypadkiem nie szukali kogoś do menadżerki w klubie po tym jak Stachu odszedł?-pyta jeden z olbrzymów
 -Jak to nasza nowa pani od zarządzania i te sprawy to chyba trzeba będzie tam częściej wpadać.-szczerzy się- Prawda Włodi?-szturcha przyjaciela nie biorącego czynnego udziału w rozmowie. Dopiero wtedy ten przenosi wzrok na towarzyszkę prezesa i wręcz zamiera.- A ty co, ducha żeś zobaczył?
 -Tak jakby.-wymamrotał bacznie przyglądając się blondynce do czasu gdy ona nie odwraca wzroku w kierunku parkietu i ich spojrzenia krzyżują się.
Znów napotykasz jego spojrzenie. Dokładnie takie same jak przed dwoma laty. Takie same jak wtedy gdy zobaczyłaś go w klubie pierwszy raz od dawna. Spojrzenie wyrażające dokładnie te same emocje. Nie wytrzymujesz i odwracasz wzrok. Prezes wreszcie kończy monolog sławiący klub i wychodzicie z sali. Po krótkiej rozmowie żegnasz się z nim i wychodzisz z hali. Opierasz się o swoje audi biorąc głęboki wdech.
 -Nie wiedziałam ,że tu grasz, gdyby nie to..
 -To co? Nie zatrudniłabyś się tu? Daj spokój.-przerywa ci gdy pojawia się obok- Nie zachowujmy się jak obrażone nastolatki bo to nie ma sensu i powodu.
 -Wydaje mi się jednak ,że ty go masz.-dodajesz ciszej
 -Może i mam, ale nie mam zamiaru tego wszystkiego rozpamiętywać. Było, minęło.-odpowiada spoglądając w twoim kierunku- No nie patrz tak na mnie, dobrze wiesz ,że nie jestem z gości mieszających z błotem swoje byłe.
 -Wiem, doskonale.-odpowiadasz- Ale dziwię ci się ,że nawet mi nie wygarnąłeś.
 -Jeszcze kilka miesięcy temu zrobiłbym to bez zastanowienia, ale teraz? Teraz to nic nie da. Co się stało to się nie odstanie. Wypominanie sobie tego co było chyba nie będzie najlepszym pomysłem, bo oboje doskonale wiemy co się stało.
 -Może i aż za dobrze.-wzdychasz- Z resztą nie ważne, pewnie masz swoje sprawy, więc nie będę cię zatrzymywać.
 -Mimo wszystko fajnie było cię spotkać Dar.-delikatnie się uśmiecha
 -Ciebie też.-odpowiadasz unosząc kąciki ust ku górze
 -Mam nadzieję ,że się jeszcze spotkamy.
 -Myślę ,że od jutra o to będzie nie trudno.-odpowiadasz po czym wsiadasz do swojego audi. Przekręcasz kluczyk w stacyjce i odpalasz auto. Standardowo w tych godzinach stoisz w korku podśpiewując hity lecące akurat w radiu. Byłaś pełna podziwu ,że nie wybuchnęłaś w czasie tej rozmowy dla samej siebie. Normalnie samo myślenie o tym co zniszczyłaś i o nim samym przyprawiało cię o zaszklone oczy. Byłaś też pełna podziwu dla Wojtka za to ,że postąpił tak ,a nie inaczej. Skrzywdziłaś go, zadałaś mu ogromny cios, a on jak gdyby nigdy nic z tobą spokojnie rozmawiał gdy inny facet z pewnością obdarzyłby cię wiązanką epitetów. Z pewnością na jego miejscu nie potrafiłabyś prowadzić tak spokojnej rozmowy.
 -Co tak cicho?-słyszysz pytanie przyjaciółki
 -Nie śmieszne.-odpowiadasz sarkastycznie
 -Dla mnie owszem, przecież co czwartkowe imprezy to twój rytuał.-chichocze
 -Daruj sobie.
 -No już dobra, dobra.-odpowiada- Co powiesz na trochę sportu?
 -Co masz na myśli?-pytasz
 -Fitness.
 -Fitness?-powtarzasz
 -Dokładnie, do wakacji trzeba trochę popracować nad figurą.
 -Albo jest przystojny instruktor albo do końca oszalałaś.-odpowiadasz
 -Błagam cię no!
 -Wolę już biegać, nie pamiętasz jak skończył się nasz ostatni raz na tego typu zajęciach?-pytasz mając przed oczami poprzednią próbę podjęcia tego typu zajęć zakończoną fiaskiem z powodu konfliktu twojej przyjaciółki z jedną z kursantek. Jakimś cudem udało ci się ją zbyć bo wcale ,a wcale nie miałaś ochoty na tego typu zajęcia. O wiele bardziej wolałaś spędzić wieczór na wolnym lenistwie niż w towarzystwie spasłych starszych pań lecących na przystojnego instruktora. Choć zazwyczaj te wieczory kończyły się powrotem wspomnień o których wolałaś zapomnieć to mimo to nie potrafiłaś ich zaprzestać. Lubiłaś wracać do tych cudownych chwil jakich za nic w świecie nie chciałabyś zapomnieć. Do tego jak między wami było cudownie i jak wszyscy wróżyli wam wspólną, świetlaną przyszłość. Do tego jak bardzo go kochałaś i był dla ciebie ważny. A teraz? Teraz to już tylko i wyłącznie wspomnienia ,którymi możesz żyć.
 -Zbieraj swoje chude dupsko z kanapy i idziemy biegać!-rzuca Olga gdy tylko otwierasz drzwi
 -Nie miałaś iść na fitness?
 -Miałam, ale plan spalił na panewce. Masz pięć minut.
 -Błagam cię, nie możemy zostać w domu i pogadać?-pytasz błagalnym tonem głosu
 -Nie.-kręci stanowczo głową- Pobiegamy i pogadamy przy okazji. Przyjemne z pożytecznym.
Pomimo twoich usilnych błagań, próśb i lamentów była nieugięta. Chcąc nie chcąc musiałaś zamienić wygodny i porozciągany dres oraz ulubiony wyraźnie za duży t-shirt na coś o wiele bardziej wyjściowego i nadającego się do biegania. Po iście maratonie jak dla ciebie, osoby nie mającej na co dzień większego do czynienia ze sportem po przebiegnięciu sporego dystansu o mało co nie wyplułaś płuc.
 -Jesteś okrutna.-wyduszasz z siebie ledwo łapiąc oddech
 -Może i tak, ale pobiegać od czasu do czasu nie zaszkodzi, a nie leżeć całe wieczory rozpłaszczonym przed telewizją.-dźga cię w żebra- Mów co z pracą?
 -Fakt, dostałam awans, będę pracować teraz w dziale marketingu w Skrze. Tylko jest jeden, mały haczyk.
 -Jaki?-dopytuje
 -Wojtek gra w Skrze.-dodajesz zniesmaczona
 -Naprawdę?-pyta nie wyglądając na zdziwioną tym faktem
 -Naprawdę.-przytakujesz przyjaciółce wypijając duszkiem butelkę wody- Wiedziałaś o tym, prawda?
 -Daria, ja..-urywa- Wiedziałam.-przytakuje
 -Dlaczego mi nie powiedziałaś?
 -Bo wiem co przeszłaś po waszym rozstaniu i bałam się o ciebie.
 -Przecież i tak bym się dowiedziała.-wzruszasz ramionami- Z resztą, skąd wiesz, przecież ty o sporcie to wiesz jeszcze mniej niż ja?
 -Znam jego..dziewczynę, a właściwie już narzeczoną. Dość dobrze.-rzuca na co ty czujesz delikatne kłucie w sercu na słowo narzeczona. - Jest z moją siostrą cioteczną. Dar, wszystko w porządku?
 -Tak, chodź już.-rzucasz po czym bez słowa namysłu ruszasz w dalszą drogę zostawiając przyjaciółkę w oddali. Z ogromnym trudem cię dogania niemal natychmiast zatrzymując.
 -Dalej go kochasz, prawda?-pyta zziajana
 -Jakie to ma teraz znaczenie?-odwracasz się spoglądając na przyjaciółkę- No właśnie, żadne. Ma prawo do bycia szczęśliwym z inną.
 -Przecież widzę jak zareagowałaś.-odpiera
 -Proszę cię, to co czuję nie ma już najmniejszego znaczenia. Do tego już nie wrócimy. Nigdy.-odpowiadasz ledwo powstrzymując łzy zgromadzone w twoich oczach po czym po prostu biegniesz przed siebie nie zważając na nawoływania Olgi. Jesteś jak w jakimś transie, amoku. Dopiero po dłuższym czasie zatrzymujesz się ledwo łapiąc oddech. Kiedy zobaczyłaś go w barze, miałaś cichutką nadzieję na to ,że ten na górze daje ci drugą szansę. Szansę na naprawienie tego wszystkiego. Jednak dzisiaj twoje nadzieje zostały brutalnie zdeptane przez cholerne słowo narzeczona. Miałaś świadomość tego ,że taki facet jak on nie będzie sam do końca życia. Zdawałaś sobie sprawę z tego ,że może się zakochać, być szczęśliwy z inną. Ale chyba nie byłaś jeszcze gotowa na tą informację. Nie potrafisz znieść myśli ,że jakaś inna kobieta jest dla niego najważniejsza. Nie potrafisz znieść ,że inna kobieta ma w swoich objęciach cały twój świat.
Jesteś zupełnym kłębkiem nerwów. Nie potrafisz usiedzieć na miejscu. Ukojenia szukasz w szklaneczce ulubionego whiskey ,którego zawartość pod przypływem chwili znika z butelki w mgnieniu oka. Choć w twojej głowie pod napływem myśli znajduje się także szum spowodowany upojeniem alkoholowym masz ochotę na więcej. Masz ochotę na cokolwiek, byle o tym nie myśleć. Sięgasz wtedy do dolnej szuflady komody w sypialni. Siedzisz na kanapie obracając w palcach torebkę białego proszku. Bijesz się z myślami. Zrobić, czy nie zrobić. Wziąć i odlecieć na chwilę czy dalej gnić w szarej rzeczywistości. Kusi cię. Niemiłosiernie kusi cię biały proszek. Wiesz ,że ja weźmiesz dzisiaj, znowu wrócisz do ćpania. A doskonale wiesz ,że kolejna próba może skończyć się dla ciebie tragicznie w skutkach. Resztkami silnej woli odkładasz narkotyk na jego miejsce. Gdy rano otwierasz oczy niemal natychmiast uderza w ciebie potworny ból głowy. Jakimś cudem doprowadzasz się do względnego ładu i udajesz się do nowej pracy. Na szczęście w pierwszym dniu nie masz za wielu obowiązków, a z tymi które otrzymałaś uwijasz się dość szybko.
 -Słyszałam ,że znacie się z Wojtkiem dość dobrze.-rzuca Paulina z którą dzielisz gabinet
 -Tak, znamy się praktycznie od dziecka.-przytakujesz jej
 -Ja też znam swojego męża od dziecka i widzisz jak skończyłam.-uśmiecha się
 -Wojtek ma narzeczoną z tego co wiem.-odpowiadasz jej
 -Tak między nami to nie pasują do siebie, kompletnie. Szkoda takiego fajnego chłopaka dla takiej wrednej baby.-rzuca
 -Nie przypadła ci do gustu?
 -Nie tylko mi.-odpowiada ze śmiechem
 -Co masz na myśli?
 -Powiem to tak. Jak jest mecz chłopaków, to siadaj jak najdalej od niej.-puszcza ci perskie oczko na co ty wybuchasz cichym śmiechem stonowanym przez wtargnięciem do waszego miejsca pracy jednego z siatkarzy.
 -Muszę tu chyba częściej wpadać bo coś tu wesoło widzę.-rzuca szczerząc się
 -Wybacz Karolku, przedszkole pod innym adresem. A tam masz cały wór listów do siebie.-wskazuje palcem na dość pokaźny stosik kopert ,które przechwytuje dwumetrowiec i opuszcza pokój.
Po odbębnionej pracy żegnasz się z panią Wlazły z którą złapałaś wyśmienity kontakt i pracuje ci się wyśmienicie opuszczasz klub. Jak zwykle przez dłuższą chwilę doszukujesz się w swojej torebce kluczy do auta. Kiedy znajdujesz zgubę i już masz wsiadać do auta coś, a właściwie ktoś przykuwa twoją uwagę. Osobnik całujący blondwłosą i długonogą kobietę. Osobnik ,które rozpoznałabyś wszędzie. Znów czujesz to cholerne kłucie w sercu. Tyle ,że tym razem o wiele potężniejsze. Ledwo powstrzymujesz się od wybuchnięcia płacze. Czym prędzej wsiadasz do audi i odjeżdżasz. Nie możesz jednak skupić się na niczym co robisz. Wciąż przed oczami masz obraz spod hali. Nie potrafisz tego nijak wyrzucić z głowy. Nie boli cię jego szczęście. Boli cię to ,że gdyby nie to do czego zostałaś poniekąd zmuszona to mogłaś być ty. To ,że to ty powinnaś właśnie teraz być honorowana narzeczoną, nie ona. To ,że ty powinnaś zamiast niej przygotowywać się do zostania żoną faceta ,którego kochasz najbardziej na świecie. To ty powinnaś być na jej miejscu. Właśnie ty.
 -Bardzo zajęta jesteś?-pytasz mając nadzieję ,że przyjaciółka znajdzie dla ciebie chwilę czasu
 -Jestem umówiona z Kamilem na kolację z jego rodzicami. Stało się coś?-pyta
 -Nie, nic. Baw się dobrze.-odpowiadasz zrezygnowana po czym odkładasz telefon.
Siedzisz bez celu na kanapie czując ,że za chwilę wykończą cię własne myśli. Czujesz ,że za chwilę zwariujesz jeśli czegoś nie zrobisz. Pod wpływem impulsu chwytasz ramoneskę i torebkę po czym wychodzisz z mieszkania. Twoje nogi wiodą cię do dobrze znanego ci miejsca. Niemal od razu do twoich uszu uderza głośna muzyka. Jak zwykle siadasz przy barze i zamawiasz mohito. Sączysz napój uważnie rozglądając się po sali. Niemal natychmiast namierzasz osobę przez którą wpadłaś w poważne kłopoty, a i ona wydaje się cię widzieć.
 -Mam nowy towar.-rzuca dosiadając się do ciebie
 -I co w związku z tym?
 -Mogę odpalić działkę.-odpowiada przysiadając się bliżej- Świetny towar, nieźle daje kopa.
 -Ile?
 -Na początek niewiele, na spróbowanie, żebyś nie przeholowała maleńka.
 -Wszystko mi jedno.-odpowiadasz obojętnie dopijając drinka
 -A może potem małe co nieco.-mówi niskim tonem głosu kładąc rękę na twojej nodze
 -Wyglądam na dziwkę?-pytasz zrzucając jego łapsko ze swojego uda
 -Skądże.-kręci głową
 -Jak szukasz panienki na jedną noc to tam gdzieś dalej siedziały takie co chętnie dałyby się przelecieć.-odpowiadasz wyraźnie zdenerwowana kończąc kolejną szklankę alkoholu
 -Spokojnie maleńka, bez nerwów.-mówi- To jak z tym towarem?
 -Daj i spieprzaj.-odpowiadasz co wywołuje jego uśmiech na twarzy
 -Jeśli byś się jednak namyśliła to wiesz gdzie mnie szukać.-szepcze ci do ucha odchodząc, a ty masz ochotę co najmniej dać mu w twarz.
Siedzisz przy barze kuszona przez małą paczuszkę białego proszku w kieszeni swojej kurtki, a także co raz to napastowana przez oferty nawalonych kolesi. Sama już po kilku kolejkach ledwo kontaktujesz. Może i nie w pełni świadoma udajesz się do kibla. Wyciągasz z kurtki woreczek. Przez dłuższą chwil obracasz go w dłoniach. Jednak ulegasz w końcu pokusie. Wysypujesz dwie białe ścieżki ,które po chwili wciągasz. Siedzisz oparta o drzwi toalety i czujesz jak twoja podświadomość zaczyna zupełnie wariować, a świat wiruje. Siedzisz zupełnie naćpana w tej samej pozycji przez dobre kilka minut dopóki twój błędnik nie przestanie wariować. Wtedy jak gdyby nigdy nic wstajesz i wychodzisz z kabiny. Poprawiasz makijaż przed lustrem po czym będąc wciąż na narkotykowej fazie wychodzisz z ubikacji. Czujesz się tak dobrze ,że zamawiasz kolejne szklanki alkoholu. Wtedy znów przysiada się do ciebie znajomy diler. Znów zaczyna proponować ci niemoralne rzeczy mając nadzieję ,że naćpana mu ulegniesz. Jednak nic bardziej mylnego. Kiedy zaczynasz mu się stawiać nie jest już tak miły jak dotychczas. Zaczyna być natarczywy. Zaczyna się wręcz do ciebie dobierać.
 -Albo ją zostawisz albo inaczej pogadamy gnoju.-słyszysz męski głos za sobą. Wydaje ci się ,że skądś go znasz, jednak przez zmieszanie sporej ilości alkoholu i narkotyku dłuższą chwilę zajmuje ci dojście do tego kto jest jego właścicielem.
~*~
Dzisiaj piątek trzynastego. Przeżyłam dość dobrze sześć godzin w szkole, wracałam do domu zadowolona z faktu iż nic się nie wydarzyło.. wykrakałam bo dopadła mnie skleroza i sterczałam pod domem dobrą godzinę. A jak u Was?
Dzisiaj ode mnie będzie krótko, bo nie mam ani weny ani chęci. Bierze mnie jakieś chorubsko, także przepraszam za ten bezsensowny wywód. Jak już wspominałam, będzie krótko, zwięźle i na temat.
Ściskam,
wingspiker.
|ASKtrio | Duet | Pit |

piątek, 6 grudnia 2013

Wspomnienie pierwsze.

Otwierasz zaspane oczy punkt szósta. Leniwie przeciągasz się i wkładasz ciepłe kapcie na nogi. Na wpół przytomna uprzednio wkładając na swoje wątłe ramiona ciepły szlafrok udajesz się w kierunku kuchni. Wstawiasz wodę do czajnika w celu zrobienia sobie błogiego czarnego napoju bogów mającego pobudzić cię choć trochę do życia. Wystukujesz paznokciami o blat stołu bliżej nieznaną ci melodię dopóki dopóty dźwięk czajnika nie stawia cię na równe nogi. Zalewasz wrzątkiem kubek by za chwilę delektować się ukochanym napojem. Jak zwykle przeglądasz zgarniętą wczoraj ze skrzynki pocztę. Jak zwykle znajduje się w niej masa opłat, reklam i tym podobnych śmieci. Po błogiej chwili w kuchni i przekąszeniu dosłownie dwóch kęsów kanapki kierujesz się ku dość ciasnej, ale zawsze garderobie. Po dziesięciu minutach znajdujesz odpowiedni zestaw. Piżamę w słoniki zamieniasz na dopasowane czarne spodnie, pastelową koszulę, a nieład na głowie na rozpuszczone blond fale. Wory pod oczami maskujesz makijażem, a całość wieńczysz zapachem ulubionych perfum. Po drodze zgarniasz ukochaną torebkę i niedokończoną papierkową robotę i wychodzisz z domu. Jak co ranka klniesz pod nosem na odmawiające współpracy auto ,które odpala dopiero po kilkunastu próbach. Po kilku minutach jazdy docierasz na miejsce. Jak co ranka mijasz znienawidzoną sekretarkę ,która szczerze cię nienawidzi i wcale tego nie ukrywa po czym zaszywasz się w swoim powiedzmy ,że gabinecie który dzielisz z najbardziej optymistyczną osobą na tym świecie.
 -Zły dzionek?-pyta sugestywnie unosząc brew ku górze
 -Dzień jak co dzień.-mruczysz
 -Zabalowało się?
 -A wyglądam na typ szalonej imprezowiczki?-pyta retorycznie
 -Od czasu do czasu z pewnością nie zaszkodzi.-uśmiecha się
 -Mam studia. Do tego zapieprzam jak głupia tutaj i nie sypiam po nocach. Wystarczy wrażeń.
 -Zwolnij dziewczyno bo i tak wyglądasz już jak własny cień.-zauważa mierząc cię wzrokiem po czym wraca do papierkowej pracy popijając kubek parującej cieczy.
Z pewnością ta praca była kiedyś spełnieniem twoich najskrytszych marzeń. Kiedyś dałabyś uciąć sobie rękę byle się tu dostać. A teraz? Teraz nie ma dnia byś nie chciała się stąd zmyć. Może i dawna ty ucieszyłaby się z takiej pracy i pełna radości i wigoru co dzień witała się z idiotyczną sekretarką i chodziła z upierdliwą koleżanką z pokoju na szalone imprezy i sypiała z masą facetów pragnących się zabawić na jedną noc. Może i miałaś cholernie dużo, ale nie czułaś się szczęśliwa. Miałaś dwadzieścia trzy lata i czułaś się jak twoje życie toczy się zupełnie obok ciebie. Czułaś się więźniem we własnej egzystencji. Tak naprawdę to wegetowałaś w tym jak to określił twój szef ładnym opakowaniu. Po pewnych wydarzeniach twojego życia już nigdy nie będziesz taka sama. Choć od tego czasu minęło w cholerę dużo dale pamiętasz. Dalej przed oczami masz osobę ,która była dla ciebie całym światem. Światem ,który na własne życzenie sobie odebrałaś i zniszczyłaś. Nawet nie wiesz ile to już minęło. Miesiąc, dwa, siedem, rok, półtorej, dwa. Straciłaś rachubę. Chociaż doskonale pamiętasz ten przeklęty dzień to nie chcesz do tego wracać. Może i inni ludzie nas ranią, ale ty zadałaś sobie samej największy cios. Cios prosto w serce ,które rozpadło się na milion małych części i nigdy już nie będzie tworzyło spójnej całości. Spieprzyłaś w życiu kilka spraw. Jednak tej nigdy sobie nie wybaczysz. Zniszczyłaś nie tylko siebie. Jego życie również. Zadałaś osobie ,którą kochałaś najwięcej bólu. Musiałaś tak wtedy postąpić. Nie miałaś innego wyjścia. Musiałaś go chronić. Nie siebie. Tylko właśnie jego.
 -Mała, dobrze się czujesz?
 -I tak i nie. Nie ważne.-odpowiadasz nie chcąc ciągnąć tematu. Czym prędzej uwijasz się z papierkową robotą przypadającą ci na dzień dzisiejszy po czym opuszczasz biuro. Wracając do mieszkania robisz drobne zakupy w osiedlowym spożywczaku w którym jak to zwykle kasjerka musiała opowiedzieć ci historię swojego życia. Po zrobieniu czegoś przyzwoitego do jedzenia zabierasz się za notatki na uczelnię. Za cholerę nie możesz znaleźć zeszytu z zapiskami. Przekopujesz wszystkie możliwe szuflady. Aż natrafiasz na coś co sprawia ,że zamierasz. Wasze wspólne zdjęcie. Młodzi, szczęśliwi, zakochani. Jedne z najpiękniejszych wakacji jakie przeżyłaś w życiu. Nie potrafiłaś się nie uśmiechać widząc was tak szczęśliwych. Nie potrafiłaś się nie uśmiechać widząc jego. I choć wiesz ,że z pewnością cie nienawidzi za to co zrobiłaś to chciałabyś go jeszcze kiedykolwiek zobaczyć. Choć przez chwilę. Nawet by zdołować się i zobaczyć co straciłaś.
Jak zwykle odbębniasz kilka godzin na uczelni ledwo powstrzymując się od zaśnięcia na wykładach. Nawet wypicie duszkiem dwóch kubków kawy nie daje zadowalającego efektu. Po przespaniu niemal całego wykładu ,który na szczęście był ostatnim tegoż dnia. Nawet nie wiesz jakim cudem dała się zaciągnąć przez swoją uczelnianą paczkę do klubu by uczcić zaliczenie przez wszystkich zgromadzonych egzaminu. Z każdą kolejną wlewaną w siebie szklaneczką alkoholu towarzystwo było co raz to weselsze. Oczywiście ty, choć imprezowanie było całkiem przyjemną odskocznią od twojego szarego życia to po wypiciu jednego drinka wiedziałaś ,że musisz zachować umiar. Pomimo ogromnego hałasu, głośnej muzyki byłaś w stanie usłyszeć wiele. Wydawać się mogło ,że aż zbyt. Z początku wydawało ci się ,że się przesłyszałaś. Wydawało ci się ,że to nie mógł być on. Nie tu. Nie teraz. A jednak. Gdy tylko spojrzałaś delikatnie w lewo ujrzałaś go. Ten sam uśmiech. To samo spojrzenie. Zdecydowanie o wiele bardziej męski, ale równie przystojny co kiedyś. Niby taki sam, a jednak inny. Dlaczego? Bo już nigdy nie będzie twój. Nigdy nie spojrzy na ciebie wzrokiem pełnym miłości i uczucia. Nie pocałuje cię w czubek głowy na dzień dobry. Nie przytuli cię bez powodu. Nie powie dwóch magicznych słów. Nie uśmiechnie się uśmiechem zarezerwowanym tylko i wyłącznie dla ciebie. Nie powie ,że jesteś jego największym szczęściem w życiu. Nie powie ,że jest największym szczęściarzem na świecie ,że cię ma. Nie powie tego i wielu innych rzeczy. Dlaczego? Bo zabiłaś go. Zabiłaś go psychicznie. Nie miałaś prawa powtórnie pojawiać się w jego życiu. Najmniejszego.
 -Daria?-słyszysz znajomy zachrypnięty głos gdy zmierza w kierunku drzwi wyjściowych. Z początku wahasz się czy nie uciec. Bierzesz głęboki oddech. Odwracasz się choć nogi masz jak z waty. Stoi tuż przed tobą. Czy jest w szoku? Na pewno. Widzisz na jego twarzy wyraźne zdziwienie.
 -Trochę minęło od czasu kiedy się ostatnio widzieliśmy.-rzuca po chwili głuchej ciszy między wami
 -Fakt.-przytakujesz mu nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć
 -Co robisz w Bełchatowie?
 -Studiuję w Łodzi, a tu pracuję od blisko roku.-odpowiadasz wbijając wzrok w podłogę- Przepraszam cię. Muszę iść.-rzucasz nagle po czym odwracasz się i wychodzisz. Czym prędzej udajesz się w kierunku swojego osiedla. Opierasz się o ścianę. Widziałaś to w jego oczach. Widziałaś ból. Widziałaś złość. Widziałaś w nich wszystko bo zbyt dobrze go znałaś. Zastanawiało cię tylko jedno pytanie. Co on robi w Bełchatowie? Bez chwili namysłu wzięłaś do rąk komputer. Wpisałaś odpowiednią frazę w wyszukiwarkę i doznałaś delikatnego olśnienia. Wyjechał do Austrii. Po waszym rozstaniu nie wiedziałaś nawet co się z nim dzieje. Może też i nie chciałaś. Z pewnością wszystko po trochu. Czy to możliwe by Bóg znów stawiał ci go na swojej drodze? A może to miała być twoja druga szansa? Nie mogłaś i nie chciałaś się tak łudzić. Musiałaś się z tym pogodzić. Zniszczyłaś to wszystko co było między wami. Nie dane wam już będzie być razem i musisz to przyjąć do wiadomości, czy tego chcesz czy nie. On już nigdy, przenigdy nie będzie twój. Już nigdy nie przytulisz się do niego bez powodu. Już nigdy nie będziesz czekać na niego z kolacją. Już nigdy nie obdarzy cię najcudowniejszym uśmiechem świata nawet gdy wróci styrany z treningu. Już nigdy nie zaznasz smaku jego ust. Nie poczujesz jego ciepła czy zapachu jego ulubionych perfum. Chociaż minęło już tyle czasu. Chociaż wciąż go kochasz. Musisz się z tym pogodzić. Wybrałaś. Klamka zapadła. Czas zacząć naprawdę żyć, nie rozpamiętywać przeszłości chociażby nie wiadomo jak bolała. Po prostu musisz iść przed siebie i się nie poddawać. Nawet jeśli byś chciała to nie zapomnisz. Dlaczego? Był dla ciebie zbyt ważny. A osób stanowiących ważną część życia nie da się ot tak wymazać. Za nic w świecie.
 -Słoneczko, czym się tak zamartwiasz?-z zamyślań wyrywa cię matka odwiedzająca cię w twoich skromnych progach
 -Niczym.-zbywasz matkę dłubiąc widelcem w talerzu
 -No przecież widzę ,że cię coś trapi.
 -Widziałam go.-rzucasz nieprzerwanie wtapiając wzrok w zawartość talerza
 -Czy ty mówisz o..
 -Tak, mówię o Wojtku.-wzdychasz
 -Co on tu robi?
 -Nie mam pojęcia.-wzruszasz bezradnie ramionami- Może odwiedzał kolegę? Nie wiem, naprawdę nie wiem.-odpowiadasz próbując zbyć matkę
 -Nie wiesz, ale nie daje ci to spokoju?-pyta matka spoglądając na ciebie
 -Coś w tym rodzaju.-przytakujesz
 -Dalej go kochasz?
 -Szczerze? Nie mam pojęcia. Wydawało mi się ,że zapomniałam, że mi przeszło, ale jak go zobaczyłam to zgłupiałam. Kompletnie.
 -Może tak naprawdę nigdy o nim nie zapomniałaś?
 -Może i nie zapomniałam, ale jakie to ma teraz znaczenie?- pytasz z absolutną desperacją w głosie
 -Może właśnie dostajesz drugą szansę?
 -Nie ma drugich szans mamo. Muszę się pogodzić z tym co się stało bo to już nigdy nie wróci.
 -Nie mów tak.-odpowiada łapiąc cię za rękę
 -Jak mam mówić? Musiałam wtedy tak postąpić, doskonale to wiesz.-odpowiadasz- Z resztą, to nie ważne. Patrzył na mnie pomimo upływu tych dwóch lat tym samym wzrokiem, jak w dniu kiedy to wszystko się stało.
 -Nie wierzę w to, że o tobie zapomniał.
 -Trudno chyba zapomnieć o osobie ,który rozpieprzyła życie, nie uważasz?-pytasz
 -Owszem, ale jeszcze trudniej o tej ,którą się kocha nad życie.-odpowiada upijając łyk kawy
 -Mamo proszę cię, z pewnością już szybko się nie spotkamy, więc po prostu chcę o tym zapomnieć.
 -Przecież wiesz ,że to niemożliwe.
 -Wiem.-odpowiadasz bez większego namysłu- Ale mimo to, chcę spróbować.
Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego ,że pomysł ten skazany jest już na starcie na niepowodzenie. Ostatnie dwa lata był dla ciebie psychiczną męką. Nie radziłaś sobie z tym wszystkim. Bywały momenty ,że uciekałaś w alkohol, a nawet narkotyki. Z pewnością gdyby nie rodzina i przyjaciele już dawno wylądowałabyś po drugiej stronie barykady. Choć na zewnątrz jesteś pewną siebie, pełną uśmiechu i radosną dziewczyną to w środku ciebie znajduje się istne epicentrum potęgującego się z każdym kolejny dniem, tygodniem i miesiącem bólu. Ponoć najlepszym lekarstwem jest czas. W twoim przypadku to jednak gówno prawda. Wraz z upływem czas co raz bardziej tęsknisz. Czujesz jak tęsknota wyniszcza cię od środka i za nic nie potrafisz nic z tym zrobić. To jest jak pasożyt zatruwający twoje życia każdego dnia ,który wyniszcza cię powoli od środka.
 -Znowu idziesz do klubu, zgadłam?-rzuca niemal natychmiast pytanie twoja przyjaciółka gdy tylko otwierasz jej wieczorem drzwi
 -Po prostu potrzebuję się odstresować.
 -Ostatnimi czasy robisz to aż nader często. Co się dzieje Dar?-pyta wpraszając się do środka
 -Znowu przestaję sobie z tym radzić. Znowu to wszystko mnie przerasta.-opadasz na kanapę chowając twarz w dłonie
 -Myślisz ,że ucieczka w alkohol ci pomoże? Pamiętasz ,że ostatni raz był niemal tragiczny w skutkach.
 -Może trzeba było wtedy skończyć ze sobą raz, a porządnie? Przynajmniej nie byłoby problemów.-wzdychasz sięgając po leżące na stole opakowanie marlboro.
 -O nie moja droga, obiecałam mi coś, pamiętasz? Obiecałaś ,że się nie poddasz i będziesz dzielnie stawiać czoła wszelkim przeciwnościom losu, oraz to ,że już nigdy nie wrócisz do tego co się wydarzyło.
 -Nie bój się, nie zamierzam wracać do ćpania jeśli o to ci chodzi.-odpowiadasz uprzednio zaciągając się papierosem
 -Ale znowu wracasz do starych nawyków, a to już niedaleko do tego bagna w jakim siedziałaś. Przypomnieć ci?
 -Pamiętam to aż za dobrze, nie musisz.-odpowiadasz z ironicznym uśmieszkiem na twarzy
 -Zrozum, po prostu się o ciebie boję. Znamy się od dziecka Dari, jesteś dla mnie jak siostra i nie chcę cię stracić.-odpowiada wyrywając ci z dłoni papierosa i gasząc go- Nie będziesz się truć.
 -Co za różnica?-wzruszasz obojętnie ramionami
 -Jesteś młoda, piękna, inteligenta, masz przed sobą całe życie, naprawdę chcesz je zmarnować?
 -Za późno.-odpowiadasz ironicznie
 -Znowu zaczynasz?-podnosi ton głosu
 -Wybacz, ale chcę pójść się rozerwać, więc albo idziesz ze mną, albo zostań sobie tutaj.
 -Nigdzie nie idziesz.-odpowiada stanowczo
 -Nie jesteś moją matką.
 -Nie, ale myślę ,że przed ważną rozmową w pracy wolisz nie mieć kaca i rzygać dalej niż widzisz.
 -Jaką rozmową, o czym ty pieprzysz?-dziwisz się
 -Nie zapominaj ,że wicedyrektor w twojej firmie to mój ojciec chrzestny.
 -I co w związku z tym?-marszczysz brwi
 -To ,że chcą cię awansować i będą z tobą o tym jutro rozmawiać kretynko.
 -Mówisz to tylko dlatego żebym nie poszła.-odpierasz
 -Przy okazji owszem. Jak chcesz idź, ale jak zaprzepaścisz szansę na awans, nie miej pretensji do mnie.-wyrzuca z siebie po czym wstaje i po chwili jedyne co dźwięczy ci w uszach to trzask zamykanych drzwi. Opadasz bezwładnie na kanapę i wpatrujesz się tępo przed siebie. Czy miała rację? Mogła mieć, bo po co miałaby kłamać? Miałaś totalny mętlik w głowie ,który starałaś się zagłuszyć szklanką ulubionego wina. Chcąc nie chcąc po zalewie dwóch wypitych lampkach usnęłaś na kanapie. Kiedy nazajutrz otwierasz oczy i widzisz godzinę na zegarku zrywasz się na równe nogi niemiłosiernie klnąc pod nosem.W ekspresowym tempie bierzesz prysznic, zmieniasz ubranie i po drodze biorąc kęsa tosta wręcz wybiegasz z mieszkania. Czym prędzej gnasz w kierunku budynku swojej pracy. Wpadasz zdyszana do biura niemal równo z czasem. Poprawiasz nieco zmierzwione włosy i robisz sobie zbawienny kubek piekielnie czarnej kawy. Nie masz chwili spokoju bo do pokoju wkracza twój przełożony.
 -Mam dla ciebie dobre wiadomości moja droga.-szczerzy się na co aż cię wzdryga- Za dobre sprawowanie postanowiliśmy z Markiem cię awansować. Właśnie podpisaliśmy umowę partnerską z dość popularnym klubem w naszym mieście ,a także w całym kraju i w Europie i na początek naszej współpracy chcieliby mieć jedną osobę od nas, która mogłaby im pomóc przy zarządzaniu, rozumiesz, taka wymiana.
 -Dlaczego akurat ja?-pytasz
 -Jesteś młoda, zdolna, pracowita, po prostu najlepsza w tym fachu.-odpowiada- Za dwadzieścia minut jesteś pod tym adresem.-dodaje podsuwając ci pod nos kartkę z nabazgrolonym adresem.
Niewiele myśląc zgarniasz swoją torebkę i ramoneskę po drodze po czym czym prędzej udajesz się w kierunku swojego ukochanego audi. Wpisujesz w nawigację ulicę Dąbrowskiego jedenaście. Kiedy nawigacja doprowadza cię na miejsce jesteś niemal pewna ,że musiała się pomylić. Jednak jak się okazało, nie była to pomyłka.
 -Pani Daria Majewska prawda?-dobiega cię pytanie jakiegoś mężczyzny gdy tylko wchodzisz do środka na co kiwasz twierdząco głową- Słyszałem o pani bardzo wiele dobrego, zapraszam.-wskazuje na drzwi. Zajmujesz miejsce tuż przed biurkiem, jak dowiedziałaś się z plakietki stojącej na biurku prezesa klubu. -Jak pewnie pani wie, niedawno nawiązaliśmy współpracę z pani firmą. Do tego całkiem niedawno nasz fachowiec od zarządzania i marketingu musiał odejść z pracy z powodów zdrowotnych, więc korzystając z okazji zapytałem czy aby w ramach tejże współpracy nie podrzuciliby nam kogoś na to stanowisko. Niemal natychmiast podrzucili nam pani osobę. I przyznaję, choć jest pani w trakcie studiów ma pani bardzo okazałe CV.
 -Dziękuję, to miłe co pan mówi.-uśmiechasz się
 -Kiedy mogłaby pani zacząć?-pyta
 -Słucham?-dziwisz się
 -Jest pani świetnym fachowcem, a takich ludzi potrzebujemy u nas. Tu są warunki umowy.-podsuwa świstek papierów pod nos, a gdy widzisz sumę na jaką opiewa twoje wynagrodzenie nie wiesz co powiedzieć.
 -Mogę zacząć od zaraz.-rzucasz zaraz po przeczytaniu warunków umowy
 -Świetnie!-klaszcze w dłonie- Witamy na pokładzie.-podaje ci uprzejmie dłoń- A teraz proszę za mną, oprowadzę panią po obiekcie.
Ta praca wydawała się być iście idealną. Idealna płaca, idealna koleżanka z pokoju, idealne warunku di pracy i rozwoju dla osoby takiej jak ty. Zastanawiał cię jednak jeden fakt. Gdzieś tu musiał być haczyk. To niemożliwe by było tak idealnie. Niemożliwe.
 -Dobrze pani trafiła, nasi chłopcy właśnie mają trening.-rzuca Piechocki gdy tylko wchodzicie na salę. Rozglądasz się z zaciekawieniem aż do momentu gdy natrafiasz na znajomą postać...
~*~
Miało być nieco później, ale jako ,że jest już napisane w całości, postanowiłam sprawić Wam mały prezent z okazji Mikołajek :) Tak jak pisałam, to nie będzie długa historia. Za pięć rozdziałów się z nią pożegnamy. Będzie krótko, ale dość intensywnie. Dlaczego ono się pojawia? Z przypływu chwili, po prostu siadłam do komputera i zaczęłam przelewać swoje myśli na klawiaturę i tak oto powstało. Siedziało mi ono już od dość dawna w głowie i po prostu nie mogłabym go zrealizować, a trzymać go gdzieś zapisanego w plikach na komputerze też bym nie chciała. Mam nadzieję ,że Wojtek w moim wykonaniu przypadnie Wam do gustu i zapraszam od dziś, co piątek :)
Ściskam, wingspiker.

|ASK| trio | Duet | Pit |